Anonimowość kontra parcie na szkło w mediach społecznościowych. Gdzie leży złoty środek? | Przemyślenia z Gdyni Obłuża
W cieniu ekranu i w blasku fleszy! O anonimowości, parciu na szkło i ludzkich wyborach
Żyjemy w czasach, w których internet stał się wielką sceną, a każdy z nas – chciał czy nie chciał – urósł do rangi głównego bohatera własnego show. A jednak, gdy przychodzi do codziennej praktyki, ta wielka cyfrowa wioska pęka na dwoje. Z jednej strony obserwuję zjawisko, które fascynuje mnie jako autorkę tworzącą w malowniczym zakątku, jakim jest Gdynia Obłuże. Z ciekawością patrzę na ludzi, którzy celowo wybierają cień. Z drugiej strony, na wyciągnięcie ręki mamy drugi brzeg rzeki – świat nieustannego parcia na szkło, blichtru i oczekiwania owacji na stojąco bez dawania cokolwiek w zamian.
Przyjrzenie się temu podziałowi bywa nie tylko pouczające, ale i niezwykle zabawne. Zwłaszcza gdy pisze się powieść obyczajową z intrygą i na co dzień obserwuje ludzkie zachowania – zarówno w realnym świecie, jak i w wirtualnej przestrzeni.
Brzeg pierwszy. Śpiewający w ciemności, czyli święte prawo do anonimowości
Niedawno organizowałam na blogu rozdanie książkowe. To piękny moment, w którym można podarować komuś egzemplarz, dołączyć książkę z dedykacją i stworzyć namiastkę prawdziwej, literackiej społeczności. I wtedy zderzyłam się z czymś niezwykle ciekawym. Zgłosiły się osoby, które bardzo chętnie wzięłyby udział, ale... pisały prywatne wiadomości na maila. Nie chciały publikować czegokolwiek w sieci, używały różnych argumentów albo po prostu rezygnowały z tłumaczeń – bo przecież nikt nie musi się spowiadać ze swojej koncepcji na życie.
Zauważyłam rosnący trend: renesans pragnienia ukrywania własnych indywidualnych cech i ochrony prywatności. Ludzie chcą czytać polskie autorki, pragną dobrej literatury obyczajowej, chcą wygrać książkę, ale bez wywoływania do tablicy. I wiecie co? Rozumiem to i szanuję w stu procentach. W moich konkursach zawsze akceptuję tę postawę z otwartymi ramionami. Daję adres mailowy tym, którzy bezwzględnie nie chcą zostawiać śladu publicznie. Bo w życiu, tak jak i w dobrej książce, każdy ma prawo do swojej tajemnicy.
Brzeg drugi. Bałwochwalcy i poszukiwacze poklasku
Po drugiej stronie tej cyfrowej rzeki rozciąga się kraina zupełnie inna – bezwzględna potrzeba bycia w sieci. Tutaj nie ma znaczenia, czy ktoś faktycznie coś tworzy, produkuje, reklamuje czy na tym zarabia. Są osoby, które żywią się samą popularnością. Ukrywają swoją tożsamość w sensie głębszej refleksji, ale namiętnie bywają w sieci, oczekując, że wszyscy będą ich oklaskiwać.
Co ciekawe, ta konwencja ma swoje osobliwe reguły, oni czekają na pochwały, ukłony i zachwyty, ale sami nie są w stanie oddać nawet drobnego, cichego polubienia. Przecież nie będą się afiszować, że coś lub ktoś ich interesuje! W ich mniemaniu to oni są pępkiem świata, centralnym punktem wszechświata, w którym nikogo innego już nie dostrzegają. Czysta autokracja lajków.
Praktyczne porady od najsłynniejszego duetu z Obłuża
Jak w tym cyfrowym szaleństwie odnaleźć siebie, nie zwariować i zachować autentyczność? W końcu jako najsłynniejszy duet z Obłuża – czyli Sabina i Dziunia, bohaterki, które powołałam do życia – wiemy co nieco o radzeniu sobie z chaosem codzienności. Oto kilka luźnych, ale sprawdzonych rad:
Chroń swoją przestrzeń. Jeśli nie masz ochoty obnażać swojego życia w social mediach, nie rób tego. Anonimowość to nie grzech, to luksus w dzisiejszym świecie.
Książka dla kobiet z charakterem. Sięgaj po literaturę, która daje wytchnienie – niezależnie od tego, czy wolisz mroczniejszą powieść Hiena, czy zagmatwane relacje w Zamieszaniu (składających się na moją ulubioną serię Sabina i Dziunia). Czytaj dla siebie, nie pod publiczkę.
Daj coś od siebie, jeśli chcesz coś dostać. Jeśli oczekujesz zaangażowania, bądź autentyczny. Prawdziwe relacje w sieci buduje się na żywym człowieku, a nie na cyfrowych wydmuszkach.
Złoty środek. Nie musisz być wszędzie. Wystarczy, że będziesz tam, gdzie czujesz się bezpiecznie – choćby miało to być tylko okno z widokiem na morze i kubek dobrej kawy.
A Wy? Po której stronie cyfrowej rzeki czujecie się bezpieczniej? Wolicie zaciszny cień, czy blask fleszy?
Kilka słów o autorce (czyli o mnie)
Nazywam się Irena Więcek – to jest mój pseudonim, w sieci funkcjonuję też jako Pisarka z Obłuża, więc łatwo mnie znajdziecie! Zadebiutowałam w 2025 roku powieścią Zamieszanie. Obecnie jestem tuż przed premierą kolejnej powieści z intrygą, Hiena, która będzie drugą częścią z serii o Sabinie i Dziuni.
Co pisze się dalej, jakie mam plany wydawnicze, sprawdzisz tutaj:
Akcja całej serii umiejscowiona jest w północnych dzielnicach Gdyni. Tutaj, na bezdrożach i polnych ścieżkach pośród łąk, główne bohaterki „rozchodzą” wszystkie swoje problemy. O czym są moje powieści obyczajowe? O drugiej szansie, o wartościach, o bólu i o miłości. Piszę nie tylko dla kobiet, ale dla każdego, kto szuka światełka w tunelu i nadal wierzy, że je dojrzy.
Chcesz otrzymywać zapowiedzi i darmowe fragmenty?
Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨

Komentarze
Prześlij komentarz