Kiedy myśli pędzą, a góry milczą. O sztuce zatrzymania i ładowaniu akumulatorów.

 

Jak zamienić muszę na mogę.

... bo muszę…

To czy tamto. W chaosie myśli pędzą, poganiając się nawzajem. Szybciej, szybciej! Tyle jest do zrobienia, do nadrobienia... Czasu mało, czasu mało…

– Kiedy powiesz stop?

– Może, gdy wszystko już załatwię! – pocieszam się.

Słowa działają kojąco, ale tylko na parę sekund, po czym wraca ten korowód upierdliwy i już nie jest tak pięknie, jak było dopiero co. Po weekendzie wspomnienie zniknęło, jakby go w ogóle nie było. A przecież akumulatorów ładowanie, celebra chwili… Gdzie to wszystko? Jedno mignięcie dnia i wszystko wróciło na stare tory. Wyżłobione przez lata koleiny nie pozwalają inaczej, dzień toczy się tym samym rytmem.

– Kto w takim razie odpoczywał? Czyje akumulatory, Duszko, ładowałaś?

– Co za głupie pytanie! – warknęłam oburzona, bo Poranek może i piękny, promieniami słońca raczy za darmo, ale mądrością to chyba nie grzeszy.

Po sekundzie się jednak zreflektowałam, że może zbyt obcesowo go potraktowałam i przeszłam w fazę łagodności, którą stosuję do dzieci:

– Mój kochany, odpowiem Ci krótko na twe wątpliwości: to był mój wypoczynek, więc ładowałam swoje życiowe akumulatory.

– Rozumiem – pokiwał głową, ale jakoś tak dziwnie, jakby nie był do końca przekonany.

Trochę mnie zaniepokoił, więc dopytuję, co mu nie pasuje…

– Sądzę, że bardziej Ciebie coś uwiera – odparował.

Zajrzał głęboko w moje oczy. Błogi spokój rozpłynął się po komórkach, tkankach, naczyniach, tętnicach, kościach… Zapomniałam o planie, biegu dnia, o „muszę” i „nie zdążę”. Wszystko stało się jasne: nic nie muszę. Wiele mogę, ale przede wszystkim mogę zadbać o ten życiowy ładunek energii, za którym biegałam cały weekend, a on był na wyciągnięcie ręki – w blasku poranka.

Widzę to jasno dopiero teraz, gdy ciepło wody wypijanej małymi łykami bez pośpiechu muska moje ciało od wewnątrz. Gdy wynurza się z tej ciepłej kąpieli myśl jedna: to będzie dobry dzień, bo jestem gotowa na jego przyjęcie. Otwarte serce przyjmuje ze spokojem to, co płynie, a umysł mnie w tym wspiera. Jest moim pomocnikiem. Mam dłonie na kierownicy, znam drogę i nie pozwolę mu zboczyć.

Spojrzałam w oczy Poranka z wdzięcznością.

– Dziękuję, znowu obdarzyłeś mnie spokojem.

On tylko uśmiechał się promiennie, a ja poczułam, jak odzyskuję kontrolę nad swoim dniem. To wystarczy. Na więcej przyjdzie czas. Dziś jestem wdzięczna za ten jeden dzień.

✨ ✨ A jak to wygląda u Ciebie? Często wygrywa w Tobie to ciche, wymuszone „tak”, czy potrafisz już bez poczucia winy postawić na swoim? Podziel się w komentarzu – porozmawiajmy o tym. Jeśli bliskie Ci są takie klimaty, zajrzyj też do zakładki o moich książkach i rozgość się w moim świecie na dłużej. ⚓️

Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨


Komentarze