Granice administracyjne czy emocje? Pisarka z Obłuża o tym, co naprawdę nas określa
Gdzie ty właściwie mieszkasz? Czyli o granicach, które (nie) istnieją
Lokalny patriotyzm to dziwna sprawa. „Mój adres”, „moje miejsce”, „gdzie ty właściwie mieszkasz?” – te pytania padają w różnych sytuacjach i kontekstach. Często nawet tu, w świecie wirtualnym, powstaje konflikt, gdy próbujemy określić nasze miejsce zamieszkania. Lokalny patriotyzm raptem uświadamia ci, że ta dzielnica wcale nie jest tą, o której myślałaś, bo granice administracyjne zostały przesunięte, albo – co gorsza – przywiązałaś się do daty, nazwy potocznej, wspomnienia.
Tak było na przykład w przypadku bohaterek mojej powieści „Zamieszanie”. Wszyscy wokół byli przekonani, że babcia Pola przeprowadziła się na Wrzosowe Wzgórze ze Śródmieścia Gdyni. Po czym okazało się, że nie ma czegoś takiego! Było to tylko jej poetyckie porównanie, bo zakochała się w tych wrzosach, które porastały zbocze. A tak naprawdę przeprowadziła się na Obłuże Górne. Tylko że w tej chwili nie ma już Obłuża Górnego, bo specjaliści od podziałów rozdzielili, połączyli... nie ma już ani Starego Obłuża, ani Obłuża Górnego.
Podziały administracyjne mają to do siebie, że porządkują nazewnictwo, ale chaos pozostaje jedynie w zbiorowej pamięci tych, którzy to pamiętają. Oczywiście, bo gdy przychodzą nowi, nie mają tej świadomości i operują tylko nazwami administracyjnymi. No i mamy konflikt! „Halo, halo, proszę pani, to już nie Obłuże, to jest Pogórze!”, „To nie Pogórze, to Obłuże!”, „To nie Obłuże, to Oksywie!”, „To nie Oksywie, to Babie Doły!”. I tak dalej, w nieskończoność.
Radzi najsłynniejszy duet z Obłuża: Sabina i Dziunia
W tym miejscu do akcji wkraczają Sabina i Dziunia – moje ulubione bohaterki, które na ścieżkach północnych dzielnic Gdyni czują się jak ryby w wodzie. Kiedy zapytałam je, jak radzą sobie z tymi „granicznymi” sporami, Sabina tylko poprawiła szal i parsknęła: — Irenko, droga, ludzie po prostu boją się zgubić w świecie, więc budują płoty z nazw ulic. A my? My z Dziunią wiemy, że Gdynia Obłuże to nie punkty na mapie, tylko zapach morza, poranny wiatr i kawa wypita na ławce z widokiem na Zatokę.
Dziunia dodała ze swoim charakterystycznym uśmiechem: — Pamiętaj, kochanie, że nieważne, czy to jeszcze Obłuże, czy już Pogórze – ważne, żebyś miała z kim dzielić tę przestrzeń. My z Sabiną wydeptujemy swoje ścieżki i szukamy inspiracji do kolejnych intryg, a jeśli przytrafi się komuś złamane serce... no cóż, od czego są przyjaciółki? Każdy wakacyjny romans i każda pierwsza miłość potrzebują odpowiedniego tła, a nasze Obłuże jest do tego najlepsze.
Mój adres to... wszechświat
Ale wracając do meritum – ja powiem wam, że mój adres jest bardzo prosty. Mój adres to Ziemia. Mój adres to Europa. Mój adres to Polska. Mój adres to Gdynia. Mój adres to Obłuże. Jeśli tak spojrzymy na przestrzeń ustalania miejsca zamieszkania, to momentalnie ta nasza pinezka staje się naprawdę tylko niewielkim czubkiem góry lodowej. Te boje toczone o każdą piędź ziemi są bez znaczenia z perspektywy kilkuset tysięcy kilometrów czy kilku tysięcy lat.
Dla mnie w ogóle nie mają znaczenia i w moich powieściach obyczajowych z intrygą daję temu wyraz z pełną premedytacją. Rzadko określam czas akcji czy dokładne miejsce, rzadko pojawia się tam gdzieś muśnięta nazwa ulicy. Nie jest to literatura faktu, to moja impresja, moje przemyślenie, moje spojrzenie, ważniejsze od nazw, ważniejsze od tabliczek z nazwami ulic!
Pod asfaltem i w sercu
W moich powieściach zaglądam pod spód, pod powierzchnię, pod asfalt, pod to, co niewidzialne. To, co tam się skrywa – niewidzialne, lecz wyczuwalne. To, co dla nas, ludzi, ma największe znaczenie, to emocje, uczucia, przemyślenia i myśli, które kłębią się i determinują każdy nasz krok. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, skupiając się na świecie zewnętrznym, tocząc boje o tabliczki przyczepione do fasad budynków.
To co najważniejsze siedzi w nas, nie na zewnątrz, nie na fasadzie, nie na drogowskazie. Lecz w każdym z nas drzemią emocje, buzują i to one nami kierują.
Literacka mapa emocji
W świecie „Zamieszania” i nadchodzącej powieści „Hiena”, mapa geograficzna jest tylko szkicem. Kiedy tworzę kolejne intrygi, w których biorą udział Sabina i Dziunia, nie zastanawiam się, czy w danym miejscu przebiega granica administracyjna. Zastanawiam się, co w tym miejscu czuje człowiek.
Czytelniczki często pytają mnie, czytając polskie autorki, czy moje książki to literatura faktu. Odpowiadam: to powieść obyczajowa z intrygą. Moje bohaterki nie szukają drogowskazów – one szukają odpowiedzi na pytania o miłość, zdradę i drugą szansę. Seria Sabina i Dziunia, nasz najsłynniejszy duet z Obłuża, to dla mnie lustro, w którym przegląda się każda kobieta szukająca swojego miejsca w świecie pełnym podziałów.
Dlaczego warto zaglądać pod asfalt?
Kiedy przygotowywałam książkę z dedykacją dla moich pierwszych czytelników, zrozumiałam jedno: wszyscy mamy te same potrzeby. Nieważne, czy mieszkasz na Obłużu, czy w wielkiej metropolii. Potrzebujemy przynależności. Jako książka dla kobiet, „Hiena” ma być mostem między tymi dzielnicowymi podziałami. Kiedy czytasz, nie jesteś już „z danej dzielnicy” – jesteś wewnątrz świata, który stworzyłam. To tam, w tej przestrzeni, odbywa się prawdziwe życie. Zapraszam Cię do tej podróży, gdzie granice nie mają znaczenia, a jedynym kompasem są Twoje własne emocje.
Jesienna degustacja miłości
Tego lata będzie trochę więcej o emocjach, bo jesienią pojawi się na rynku wydawniczym i trafi do waszych rąk powieść „Hiena”. Jest w niej sporo mowy o emocjach, o miłości wielopłaszczyznowej, wielofasadowej. Nie przyczepiam jej łatek: miłość pierwsza, miłość ostatnia, miłość zdradzona, miłość macierzyńska. To jest po prostu miłość, która ma wiele odcieni, ale zawsze jest tylko jedna.
Kiedy się w niej zanurzysz i zaczniesz smakować, to z każdą łyżką, z każdym połykanym miłosnym pożywieniem, odczujesz inną nutę. Ale ważne, żeby być w tej restauracji życia w ogóle! Takie zamówienie złożyła „Hiena”, podana jest w tej restauracji życiowej w sposób lekki. Nie ma tam ostrych przypraw – możesz je sobie wyobrażać, możesz je sobie dopowiedzieć. Czyli tak jak w każdej restauracji: możesz sobie dosolić, jeżeli masz takie życzenie, jeżeli tego potrzebujesz, jeżeli tak czujesz. „Hiena” tylko zarysowuje, ale to ty doprawiasz tę potrawę.
Zapraszam was już dzisiaj na jesienną degustację miłości na kartach mojej nowej powieści. A dzisiaj? Życzę spokojnego dnia. Rozejrzyj się po tych tabliczkach, po tych nazwach, uśmiechnij się do nich i przez chwilę pomyśl. Zatrzymaj się i poczuj – poczuj życzliwość do tej nazwy, refleksję, cokolwiek to będzie. Ale odczuj, co niesie ta nazwa, co ten drogowskaz dla ciebie znaczy.
Tyle i aż tyle.
Chcesz otrzymywać zapowiedzi i darmowe fragmenty?
Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨
➡️ Chcesz poznać najsłynniejszy duet z Obłuża?
Z osobistą dedykacją: Napisz do mnie bezpośrednio, korzystając z formularza na blogu – KLIKNIJ TUTAJ I WYPEŁNIJ FORMULARZ. Odezwę się do Ciebie, by dopiąć szczegóły!
Szybka wysyłka: Kup książkę bezpośrednio na Amazonie :
Wpis powstał w ramach autopromocji mojej twórczości.
O Autorce:
Irena Więcek – w sieci znana także jako Kuratorka Chaosu oraz Ekspertka od drugich szans. Pisarka z Obłuża, która w gdyńskiej mgle i szorstkiej prawdzie o ludzkich relacjach szuka światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. Autorka powieści obyczajowej z intrygą „Zamieszanie”, aktualnie pracuje nad drugim tomem serii zatytułowanym „Hiena”. Mieszka i tworzy w Gdyni, codziennie patrząc na Bałtyk z okna swojej pracowni. Nic tak nie cieszy twórcy jak świadomość, że czytelnicy wybierają hasło: czytam polskie autorki.



Komentarze
Prześlij komentarz