Gdynia Obłuże w rytmie Open’era. Jak wielki festiwal zmienia nasze życie i inspiruje literaturę obyczajową?
Święto muzyki na terenie Północnych Dzielnicach Gdyni
Kiedy ponad dwadzieścia lat temu na gdyńskim lotnisku Babie Doły i przylegających do niego terenach gminy Kosakowo wybrzmiały pierwsze festiwalowe akordy, nikt z nas nie przypuszczał, jak głęboko to wydarzenie wryje się w tkankę miejską. Ja jestem tu z Open’erem od samego początku. Obserwuję go rok po roku, przeżywam każdą edycję, słucham napływających dźwięków z tarasów i balkonów, czuję tę specyficzną energię, która na przełomie czerwca i lipca elektryzuje całe Trójmiasto.
Moje osobiste odczucia są od zawsze niezmiennie, niezwykle pozytywne. Dla mnie ten festiwal to nie tylko kilka dni muzycznego szaleństwa, ale przede wszystkim potężne koło zamachowe, które pchnęło całe miasto, a zwłaszcza nasze północne dzielnice, na zupełnie nowe tory. Wiele osób, zwłaszcza młodszych, po prostu nie pamięta już czasów sprzed Open’era. Nie pamiętają tamtej Gdyni, która w tych rejonach bywała senna i odcięta od wielkiego świata. Dziś Gdynia Obłuże, Oksywie czy Babie Doły stają się na moment globalnym centrum kultury, a to transformacja, która fascynuje mnie zarówno jako mieszkankę, jak i jako autorkę, dla której literatura obyczajowa stanowi przestrzeń do portretowania prawdziwego życia.
Niedawno postanowiłam sprawdzić, co o tym wszystkim myślą moi sąsiedzi. Na lokalnych grupach dyskusyjnych – zarówno tych publicznych, jak i kameralnych, prywatnych – wywiązała się gigantyczna, wielotysięczna debata. Ta spontaniczna sonda wśród mieszkańców Obłuża przyniosła fascynujące wnioski, które natychmiast trafiły do mojego pisarskiego notesu. Okazuje się, że festiwal to dla nas prawdziwy rollercoaster emocjonalny, w którym zachwyt miesza się z prozą codziennych uciążliwości.
Głosy z sąsiedztwa: Między ucieczką a dumą
Analizując setki wypowiedzi, zauważyłam fascynujący podział strategii przetrwania i zakorzenionych postaw. Z jednej strony mamy grupę ludzi, którzy na czas festiwalu wybierają swoistą „emigrację wewnętrzną” lub zewnętrzną. Są mieszkańcy, którzy dosłownie barykadują się w swoich domach i ogrodach z zapasami jedzenia, odcinając się od miejskiego zgiełku. Inni po prostu biorą urlopy i wyjeżdżają z Gdyni, by przeczekać ten najazd.
Z drugiej strony barykady stoi ogromna rzesza lokalnych patriotów, którzy patrzą na to wydarzenie z ogromnym dystansem i humorem. Dla nich korki na Estakadzie Kwiatkowskiego czy przepełnione autobusy to zjawisko naturalne – coś, co wpisało się w lokalny koloryt. „Ludzi przybywa, osiedla rosną, więc korki były, są i będą” – mówią z uśmiechem, machając ręką na hałas i pozwalając młodzieży na zabawę. Dostrzegają też olbrzymi zastrzyk energii dla lokalnego biznesu. Pizza, kebab, osiedlowe sklepy – w tych dniach cała północna część miasta tętni życiem, a handlarze notują rekordowe zyski.
Pojawiły się też głosy pełne niesamowitej empatii. Jedna z mieszkanek zauważyła, że zamiast na głośny bas, najbardziej reaguje na dźwięk syren karetek pogotowia, martwiąc się o zdrowie i życie młodych ludzi, którzy czasem w ferworze zabawy zapominają o rozsądku. To pokazuje, jak bardzo dojrzali są nasi sąsiedzi – pod maską narzekania na zablokowane ulice kryje się autentyczna troska o drugiego człowieka.
Nie zabrakło też wspomnień o wielkich kryzysach, które zamiast dzielić, połączyły ludzi. Do dziś na Obłużu żywa jest pamięć o słynnej, potężnej burzy sprzed lat, kiedy to ewakuowano teren festiwalu. Wtedy cała Gdynia została sparaliżowana, a lokalne markety i klatki schodowe pękały w szwach. I to właśnie w tamtych momentach rodziła się niesamowita solidarność sąsiedzka, gdy mieszkańcy otwierali drzwi swoich domów przed przemoczonymi, barwnymi festiwalowiczami. Pojawiły się też opowieści z dreszczykiem – o nieproszonych gościach na ogródkach działkowych czy drobnych incydentach, które udowadniają, że Open’er to po prostu żywy organizm, pełen nieprzewidywalności.
Gdy literatura spotyka się z życiem na Obłużu
Wszystkie te wnioski i emocje są dla mnie niesamowicie inspirujące. Kiedy pisałam moją debiutancką powieść pt. Zamieszanie, czyli pierwszy tom serii, w moim zamyśle nie było jeszcze planów na umieszczanie bohaterek w samym środku tego festiwalowego szaleństwa. Bohaterki mojej serii, Sabina i Dziunia, kiedy przyszły na świat na kartach papieru, nawet w moich myślach nie miały jeszcze łączności z Open’erem. Ale kiedy już urosły, zakorzeniły się w naszej gdyńskiej rzeczywistości i same odkryły to fantastyczne wydarzenie, natychmiast zapragnęły wziąć w nim udział!
Mogę Wam dzisiaj zdradzić tajemnicę: to jest po prostu nieuniknione, że w kolejnych historiach ten festiwalowy klimat w jakiś sposób się pojawi. Może Sabina i Dziunia, jako najsłynniejszy duet z Obłuża, postanowią wpaść pod scenę? A może to nowi bohaterowie uwikłają się w jakąś skomplikowaną intrygę na tle ryczących głośników w Kosakowie?
Skoro o pisaniu mowa, mam dla Was absolutnie fantastyczną wiadomość. Właśnie postawiłam ostatnią kropkę w mojej najnowszej powieści! Książka nosi tytuł Hiena i stanowi bezpośrednią kontynuację losów postaci, które pokochaliście w Zamieszaniu. Hiena jest już w pełni ukończona na poziomie fabularnym. Za lada moment, gdy tylko przejdzie przez drobiazgową, profesjonalną redakcję, ujrzy światło dzienne i trafi w Wasze ręce. Zapewniam, że emocji, zwrotów akcji i lokalnych smaczków tam nie zabraknie!
Jednak to nie wszystko. Pisarski głód nie wybiera. W mojej głowie już kiełkuje kolejna powieść obyczajowa z intrygą. Mogę już oficjalnie zdradzić jej tytuł: będzie to książka pt. Stara Panna. I wiecie co? To właśnie tam zamierzam wykorzystać potężny ładunek emocjonalny, jaki daje letnia, niespodziewana ulewa paraliżująca miasto w trakcie wielkiego koncertu. Wyobraźcie sobie ucieczkę w popłochu z lotniska, przemoczony brokat i klatkę schodową bloku na Obłużu, w której krzyżują się drogi dwojga zupełnie obcych sobie ludzi, podczas gdy z policyjnych megafonów płyną komunikaty o załamaniu pogody... Brzmi jak idealny początek na nową, wciągającą historię, prawda?
Porady praktyczne od najsłynniejszego duetu z Obłuża
Zanim jednak Hiena trafi na półki, a Stara Panna zostanie przelana na papier, przed nami kolejna edycja festiwalu. Jak radzić sobie z tym czasem, a zarazem czerpać z niego jak najwięcej radości? Przygotowałam dla Was krótki, subiektywny poradnik, stworzony na bazie doświadczeń, którymi mogłyby się podzielić same Sabina i Dziunia. Oto jak okiełznać festiwalowy chaos:
Zmień perspektywę i zaraź się energią: Zamiast denerwować się na tłum kolorowo ubranych, rozśpiewanych ludzi na peronach SKM o szóstej rano, spójrz na nich z uśmiechem. To młodość, wolność i radość w czystej postaci. Taki zastrzyk pozytywnej energii potrafi rozchmurzyć nawet najbardziej ponury poranek w drodze do pracy.
Planuj zakupy i powroty z wyprzedzeniem: Jeśli wiesz, że główne fale festiwalowiczów ruszają na lotnisko późnym popołudniem, a wracają nad ranem, dostosuj swoje codzienne logistyczne plany. Zrób większe zakupy w osiedlowym markecie dzień wcześniej, by uniknąć stania w gigantycznych kolejkach z ludźmi kupującymi lód i kabanosy.
Odkryj muzykę na własnym balkonie: Nie musisz mieć drogiego biletu, by poczuć klimat. Wystarczy wieczorem otworzyć okno, usiąść wygodnie w fotelu z kubkiem ulubionej herbaty (lub czymś mocniejszym) i posłuchać, jak niesie się muzyka. Czasem wiatr płata figle i awangardowe brzmienia docierające do naszych mieszkań mogą brzmieć zaskakująco... filmowo!
Bądź dumnym gospodarzem: Pamiętajmy, że ci młodzi przyjezdni ludzie tworzą wizerunek naszego miasta w świecie. Bądźmy dla nich wyrozumiali. Jeśli ulewa zastała ich pod Twoim blokiem, dobre słowo czy pomocna dłoń pokażą, że Gdynia Obłuże to miejsce o wielkim, otwartym sercu.
Czytam polskie autorki – literatura obyczajowa, która łączy
Tworząc moje książki, zawsze zależy mi na tym, aby były one blisko Waszego życia. Chcę, aby każda moja książka dla kobiet (i nie tylko!) była niczym lustro, w którym przeglądają się nasze codzienne troski, radości i lokalne sekrety. Cieszę się, że tak chętnie sięgacie po rodzimą twórczość i wspieracie hasło „czytam polskie autorki”.
Wkrótce, kiedy Hiena opuści gabinet redaktorski, z ogromną radością podpiszę dla Was kolejne egzemplarze. Bo nic tak nie cieszy pisarza, jak spersonalizowana, osobista książka z dedykacją, która trafia prosto w ręce wiernego czytelnika.
A tymczasem zostawiam Was z pytaniem: jakie są Wasze najbardziej niesamowite wspomnienia związane z festiwalem na naszym Obłużu? Czy uciekaliście kiedyś przed ulewą, a może słuchaliście koncertów z własnych okien? Dajcie znać w komentarzach – dyskusja na blogu u Ireny Więcek nigdy nie cichnie!
Chcesz otrzymywać zapowiedzi i darmowe fragmenty?
Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨
➡️ Chcesz poznać najsłynniejszy duet z Obłuża?
Z osobistą dedykacją: Napisz do mnie bezpośrednio, korzystając z formularza na blogu – KLIKNIJ TUTAJ I WYPEŁNIJ FORMULARZ. Odezwę się do Ciebie, by dopiąć szczegóły!
Szybka wysyłka: Kup książkę bezpośrednio na Amazonie :
Wpis powstał w ramach autopromocji mojej twórczości.
O Autorce:
Irena Więcek – w sieci znana także jako Kuratorka Chaosu oraz Ekspertka od drugich szans. Pisarka z Obłuża, która w gdyńskiej mgle i szorstkiej prawdzie o ludzkich relacjach szuka światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. Autorka powieści obyczajowej z intrygą „Zamieszanie”, aktualnie pracuje nad drugim tomem serii zatytułowanym „Hiena”. Mieszka i tworzy w Gdyni, codziennie patrząc na Bałtyk z okna swojej pracowni. Nic tak nie cieszy twórcy jak świadomość, że czytelnicy wybierają hasło: czytam polskie autorki.



Komentarze
Prześlij komentarz