Rowerowy dąs, czyli jak wygrać z 8 stopniami? Sabina i Dziunia na tropie rowerowego wykluczenia w Gdyni
Rowerowy dąs… Czy infrastruktura wyklucza dojrzałych cyklistów?
Tytuł dzisiejszego wpisu może przekornie wskazywać na to, że obraziłam się na rower, na sport lub na szeroko pojęte „rowerowanie”. Nic bardziej mylnego! Uwielbiam jazdę na rowerze. Mój wysłużony mustang bez przerzutek stoi dumnie pośrodku salonu i przebiera pedałami niczym młody źrebak na zielonej łące. Wcale mu się nie dziwię, że tak się niecierpliwi. Doskonale go rozumiem – mamy już czerwiec, słońce coraz śmielej zagląda w okna, a ja jeszcze nie ruszyłam w trasę.
Zaczynam szukać wymówek. A to pogoda nie taka, a to ten gdyński wiatr za mocno wieje w oczy, a to znowu od morza ciągnie chłodem…
Jednak to nie kapryśna aura jest tutaj głównym winowajcą. Na pogodę najłatwiej jest przecież zrzucić swoje własne „niemogęctwo”. Ale w moim przypadku to nawet nie o „niemogęctwo” chodzi – bo chęci i „mogęctwo” są we mnie ogromne! Po prostu… czasem brakuje sił fizycznych.
Kiedy 8 stopni staje się barierą
Jeszcze piętnaście lat temu taki problem dla mnie nie istniał. Nie robił na mnie wrażenia dziesięć, a nawet pięć lat temu. Z pobłażaniem i lekkim uśmiechem patrzyłam wtedy na ludzi, którzy próbowali pomagać mi wnosić rower po schodach czy pakować go do ciasnej windy. Szłam jak burza.
Mieszkam w bloku, gdzie do pokonania jest niby tylko 8 stopni. Niby niewiele, prawda? Ale spróbujcie podnieść ten ciężki, metalowy sprzęt i maszerować z nim pod pachą, gdy kręgosłup zaczyna przypominać o metryce. W ubiegłym roku, gdy uczynny sąsiad zaoferował mi pomoc na klatce schodowej, odpowiedziałam mu uprzejmie, ale z dumą: „Dziękuję, ale tak długo, jak dam radę sama go wnosić, tak długo będę jeździć na rowerze”.
Ale czy naprawdę tak musi być? Czy pokonanie kilku betonowych schodów i codzienna walka z windą muszą mnie – i wielu innych mieszkańców – ograniczać i zamykać w czterech ścianach?
Ostatnio pytałam o to w moich mediach społecznościowych. Chciałam sprawdzić, jak Gdynia Obłuże i inne dzielnice radzą sobie z tym problemem. Odzew był natychmiastowy. Tam, gdzie pod blokami dojrzałam nowoczesne, bezpieczne stojaki na rowery, okazało się, że postawiono je wyłącznie za prywatne pieniądze wspólnoty mieszkaniowej. To była oddolna inicjatywa konkretnej, zdeterminowanej grupy ludzi. Wychodzi na to, że w tej kwestii każdy sobie rzepkę skrobie. Tworzy się takie małe państwo w państwie.
A przecież zachęcanie mieszkańców do korzystania z tej ekologicznej i zdrowej formy rekreacji to nie powinna być wyłączna rola wspólnoty czy spółdzielni! To jest nasz wspólny, społeczny interes. Im dłużej będziemy aktywni, sprawni i zdrowi, tym lepiej dla nas wszystkich, prawda?
Czy to już wykluczenie?
Starzejemy się jako społeczeństwo, dzieci jakoś rodzi się mniej. Pytam więc głośno: czy nie leży w interesie miasta, by utrzymywać sprawność fizyczną seniorów i osób dojrzałych jak najdłużej? Oczywiście, pokonywanie przeszkód hartuje charakter, ale po co na każdym kroku rzucać sobie kłody pod nogi?
Na każdym nowoczesnym osiedlu bezpieczny parking rowerowy powinien być standardem – dokładnie takim samym jak parking dla samochodów. Wydzielone, zadaszone miejsce i tyle. Rozumiem kierowców, aut przybywa, miejsc brakuje. Ale przecież porządny stojak dla kilku rowerów zajmuje dokładnie tyle przestrzeni, co jedno miejsce parkingowe dla auta!
Do tego sezonu bardzo mocno się nastrajam. Pewnie skupię w sobie wszystkie siły, zmobilizuję mięśnie i będę targać mojego mustanga tam i z powrotem po tych schodach. Ale co dalej? Co w kolejnych latach?
W Trójmieście ścieżek rowerowych przybywa i to jest świetna wiadomość. Idą na to duże pieniądze miejskie, unijne, powstają przeróżne programy wsparcia. Okolica jest piękna – mieszkając na Obłużu, można całymi dniami cieszyć się słońcem, zielenią lokalnych łąk i niesamowitym błękitem morza, jeżdżąc bezpiecznymi trasami. Tylko co z tego, skoro najpierw trzeba przejść przez drogę przez mękę, by w ogóle wydostać się z murów bloków i kamienic? Czy to przypadkiem nie jest nowoczesne wykluczenie?
Sabina i Dziunia wkraczają do akcji! (Porady praktyczne)
Gdy o moim „rowerowym dąsie” usłyszał najsłynniejszy duet z Obłuża, w powietrzu aż zaiskrzyło. Sabina i Dziunia – bohaterki, które stworzyłam na kartach mojej debiutanckiej powieści „Zamieszanie” – nie znoszą bezradności. Jak rasowe psy tropiące od razu wyczuły urzędniczy absurd. Kiedy one chwycą temat, nie odpuszczą nikomu, dopóki nie dopną swego!
Jeśli śledzicie ich losy, wiecie, że dla nich nie ma rzeczy niemożliwych. Gdyby Sabina i Dziunia miały napisać poradnik dla uwięzionych rowerzystów, wyglądałby on następująco:
Zróbcie „Zamieszanie” w spółdzielni! – Dziunia wzięłaby pod boki swój autorytet, a Sabina odpaliłaby urok osobisty. Dziewczyny radzą: nie czekajcie na cud. Zbierzcie podpisy od kilku sąsiadów, którzy też chcą jeździć, i zanieście oficjalne pismo do administracji. Urzędnicy i prezesi najbardziej boją się zorganizowanych grup.
Budżet Obywatelski to nie wszystko – Jeśli miasto twierdzi, że „nie ma terenów”, sprawdźcie mapy geodezyjne. Sabina z Dziunią przekopałyby archiwum miejskie w pięć minut, żeby udowodnić, że jedno wolne miejsce parkingowe uratuje kręgosłupy dwudziestu emerytów.
Pokażcie pazur – Jeśli ktoś Wam mówi, że „się nie da”, odpowiedzcie mu cytatem z naszej serii. Sprawność fizyczna po 60-tce to prawo, a nie przywilej!
Zapowiada się na to, że ten palący, społeczny temat idealnie nadaje się na kolejną wartką intrygę. Kto wie, może najsłynniejszy duet z Obłuża ruszy wkrótce do tak potężnej akcji pomocowej dla wszystkich uwięzionych rowerów, że aż zagrzmią posady urzędniczych stołków w magistracie?
Jestem ogromnie ciekawa, z tym problemem prędzej uporają się urzędnicy miejscy, czy może ja szybciej wydam moją kolejną książkę – powieść „Hiena”, czyli drugi tom serii, w którym chaos i drugie szanse znowu odegrają główną rolę. A może trzeci tom dostanie tytuł „Rowerowy dąs”? Czas pokaże!
Jeśli interesuje Was mądra, bliska życiu literatura obyczajowa, w której lokalne problemy Gdyni przeplatają się z humorem i kobiecą solidarnością, zapraszam Was do lektury. „Zamieszanie” to powieść obyczajowa z intrygą, która idealnie umili Wam nadchodzące letnie wieczory. A jeśli marzy Wam się książka z dedykacją – piszcie do mnie śmiało! Nic tak nie cieszy twórcy jak świadomość, że czytelnicy wybierają hasło: czytam polskie autorki.
A jak to wygląda u Was? Też tarmosicie swoje rowery po schodach, czy macie już luksusowe stojaki pod klatką? Dajcie znać w komentarzach!
➡️ Chcesz poznać najsłynniejszy duet z Obłuża?
Z osobistą dedykacją: Napisz do mnie bezpośrednio, korzystając z formularza na blogu – KLIKNIJ TUTAJ I WYPEŁNIJ FORMULARZ. Odezwę się do Ciebie, by dopiąć szczegóły!
Szybka wysyłka: Kup książkę bezpośrednio na Amazonie :
Wpis powstał w ramach autopromocji mojej twórczości.
O Autorce:
Irena Więcek – w sieci znana także jako Kuratorka Chaosu oraz Ekspertka od drugich szans. Pisarka z Obłuża, która w gdyńskiej mgle i szorstkiej prawdzie o ludzkich relacjach szuka światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. Autorka powieści obyczajowej z intrygą „Zamieszanie”, aktualnie pracuje nad drugim tomem serii zatytułowanym „Hiena”. Mieszka i tworzy w Gdyni, codziennie patrząc na Bałtyk z okna swojej pracowni. Nic tak nie cieszy twórcy jak świadomość, że czytelnicy wybierają hasło: czytam polskie autorki.
Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨
Wpis powstał w ramach autopromocji mojej twórczości.
O Autorce:
Irena Więcek – pisarka z Obłuża, obserwatorka codzienności, konceptualna Kuratorka Chaosu. W swojej twórczości odrzuca sztuczny, internetowy lukier na rzecz szorstkiej prawdy o ludzkich relacjach. Autorka powieści obyczajowej z intrygą „Zamieszanie”, aktualnie pracuje nad drugim tomem serii zatytułowanym „Hiena”. Mieszka i tworzy w Gdyni, codziennie patrząc na morze z okna swojej pracowni.



Komentarze
Prześlij komentarz