Szacunek to nie socjotechnika. O lekcji u fryzjera, geografii emocji i granicach własnego „ja”
Szacunek nie tylko w biznesie
W świecie, w którym czas stał się najdroższą walutą, próba jego kradzieży pod przykrywką „małego opóźnienia” to coś więcej niż błąd w grafiku. To sygnał, że fundamenty, na których budujemy relacje – zarówno te sąsiedzkie, jak i biznesowe – zaczynają niebezpiecznie pękać. Zapraszam Was do moich Zakamarków, gdzie dziś przyjrzymy się nie architekturze Gdyni, ale architekturze ludzkiej przyzwoitości.
Geografia emocji na fryzjerskim fotelu
Wczorajsza sytuacja mogłaby być sceną z mojej nowej powieści. Scenariusz prosty, niemal banalny: godzina 13:00, umówiona wizyta w zakładzie tuż obok domu. Wchodzę punktualnie, niosąc w głowie kłębowisko myśli o kolejnym rozdziale książki. I co zastaję? Na moim fotelu „pańcia” w najlepsze korzysta z usług, a ja – klientka umówiona na konkretny czas – słyszę beztroskie: „Mamy jakieś 40 minut opóźnienia, trzeba poczekać”.
Bez słowa „przepraszam”. Bez próby zrozumienia, że moje 40 minut to nie jest pusty przebieg w kalendarzu. To czas, który mogłabym poświęcić na pisanie, na spacer brzegiem Oksywia, na bycie ze sobą. W tamtej chwili, w tym małym lokalnym biznesie, poczułam, że geografia moich emocji gwałtownie przesuwa się w stronę bieguna chłodu.
Szacunek to nie jest produkt na sprzedaż!
Wielu przedsiębiorców, nie tylko w naszej Gdyni Północ, uważa, że szacunek do klienta to rodzaj socjotechniki – wyuczony uśmiech, „dzień dobry” i parzenie kawy. Nic bardziej mylnego. Jeśli szanujesz klienta tylko dlatego, że przynosi Ci pieniądze, a prywatnie nie potrafisz uszanować jego czasu i osoby, to nie jest to szacunek. To manipulacja. To gra pozorów, którą czytelnik (i klient) wyczuje na kilometr.
W mojej twórczości często powtarzam: jeśli nie szanujesz siebie, nie potrafisz szanować innych. To naczynia połączone. Moja decyzja o wyjściu z tamtego salonu po minucie rozmowy nie była aktem arogancji. Była aktem szacunku do samej siebie. Nie zgięłam głowy w służalczym ukłonie przed kimś, kto uznał, że mój czas jest mniej wart niż jego „beztroskie opóźnienie”.
Biznes lokalny - wartości zamiast manipulacji
Prowadzenie biznesu blisko ludzi, w sercu osiedla, między blokami na Obłużu czy Oksywiu, nakłada szczególną odpowiedzialność. Tutaj nie jesteś anonimową korporacją. Tutaj jesteś sąsiadem. Kilka rad dla tych, którzy o tym zapominają:
- Komunikacja to podstawa! Jeśli masz opóźnienie, zadzwoń. Jeśli nie wzięłaś numeru telefonu do klientki, to już na starcie pokazałaś, że jej obecność jest Ci obojętna.
- Przepraszam – słowo, które leczy! Brak tego słowa to deklaracja wyższości. W biznesie lokalnym to samobójstwo.
- Czas to życie! Szanując cudzy czas, pokazujesz, że szanujesz życie drugiego człowieka.
Jeśli te fundamenty zostaną zastąpione przez bylejakość, biznes staje się wydmuszką. Możesz mieć najlepsze nożyczki w mieście, ale jeśli nie masz w sobie autentycznego szacunku do człowieka, pozostaniesz tylko rzemieślnikiem bez duszy.
Drugie szanse i literackie puenty
W moich książkach często daję bohaterom drugą szansę. W życiu jednak, drugą szansę daję tym, którzy potrafią przyznać się do błędu. Wczorajszego dnia nie zmarnowałam. Zamiast siedzieć 40 minut w poczekalni, karmiąc się frustracją, poszłam do innego zakładu. I wiecie co? Spotkałam tam profesjonalizm, uśmiech i punktualność. Zachowałam dobry humor, a moje włosy zyskały nowy blask, który idealnie współgra z moją energią do pisania.
Ten brak szacunku, z którym się zetknęłam, znajdzie swoje odbicie w mojej kolejnej powieści. Bo jako autorka nie wymyślam emocji – ja je kolekcjonuję. Każda taka sytuacja to cegiełka do budowy portretu psychologicznego postaci, które spotkacie w moich Zakamarkach.
Szacunek jako najwyższa wartość
Podsumowując tę lekcję: nie mylmy pojęć. Szacunek to nie jest uprzejmość za pieniądze. To postawa życiowa. Jeśli nie szanujesz sąsiadki pod blokiem, nie będziesz potrafił szanować jej jako klientki. Szanujmy siebie nawzajem nie dla zysku, ale dla wartości, które sprawiają, że nasze społeczeństwo nie staje się zbiorem egoistycznych jednostek.
Ja wybrałam szacunek do siebie. I z tą wyprostowaną głową wracam do klawiatury. Bo moje Oksywie i moi czytelnicy zasługują na prawdę, a nie na socjotechniczne sztuczki.
A Wy? Ile razy pozwoliliście, by ktoś ukradł Wam czas, bo „nie wypadało” wyjść? Pamiętajcie – szacunek zaczyna się od Waszej własnej decyzji.
Bo życie to nie tabelka w Excelu – nie da się go idealnie zaplanować, ale można decydować, kogo do tego życia wpuszczamy. Zapraszam Was do obejrzenia krótkiej refleksji o tym, jak radzę sobie z chaosem, nie tylko tym fryzjerskim.
Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨
O autorce:
Irena Więcek – w sieci znana także jako Kuratorka Chaosu.
Pisarka z Obłuża, która w gdyńskiej mgle szuka prawdy o ludzkich
emocjach. Jej twórczość to podróż w głąb ludzkiej psychiki, zawsze
osadzona w urzekającej, choć często surowej, scenerii Gdyni. Nie boi się mroku,
ale zawsze szuka w nim światła. Autorka powieści obyczajowej „Zamieszanie”, obecnie pracuje nad drugą książką z cyklu pt. „Hiena”.
Każde zdanie, jest przesiąknięte atmosferą tego miasta – od pierwszych
wspomnień z dzieciństwa, po dzisiejszą mroźną mgłę na Oksywiu. Te
historie o drugich szansach najlepiej smakują tu, nad
Bałtykiem, gdzie każdy przypływ przynosi coś nowego.
➡️
Chcesz poczuć romantyczny klimat Wrzosowego Wzgórza? Zamów „Zamieszanie” z osobistą dedykacją (napisz do mnie
korzystając z formularza na blogu kliknij trzy kreski na górze strony głównej bloga). Wypełnij go, a ja
odezwę się do Ciebie, by dopiąć szczegóły lub kup bezpośrednio tutaj: bit.ly/ZamieszanieKup



Komentarze
Prześlij komentarz