Sabina i Dziunia! Nowa nazwa serii Ireny Więcek. Pisarka z Obłuża wyjaśnia zmiany.
Jak deweloper ukradł mi tytuł, czyli o literackich wpadkach i olśnieniu przy zmywaku
Mówi się, że pisarz to pan życia i śmierci swoich bohaterów. Kreujemy światy, nadajemy imiona, stawiamy mury i sadzimy wrzosy. Ale czasem rzeczywistość, ta brutalna i komercyjna, postanawia wejść w nasz literacki ogródek w brudnych butach i z tablicą „Teren budowy”. Usiądźcie wygodnie, zaparzcie kawę. Opowiem Wam, jak Irena Więcek, pisarka z Obłuża, musiała stoczyć bój o tożsamość swojej serii.
Skąd wzięło się Wrzosowe Wzgórze?
Kiedy zaczynałam pisać o moich dziewczynach, Sabinie i Dziuni, nazwa serii wydawała mi się oczywista: „Wrzosowe Wzgórze”. To nie był wybór podyktowany modą. Ta nazwa miała swój rodowód w samej treści powieści „Zamieszanie”. Pozwólcie, że przytoczę Wam fragment, który najlepiej wyjaśnia tę nostalgię:
— Wyjaśnij, o co chodzi z tym Wrzosowym Wzgórzem, bo bardzo mnie to ciekawi, przecież mieszkasz na Obłużu, prawda? — zapytała jedna z bohaterek.
— Fakt — dorzuciła swoje trzy grosze Dziunia — nie ma takiej dzielnicy, to była jakaś zmyłka?
— Nic z tych rzeczy, nawet nie pomyślałam, że mogę kogokolwiek wprowadzać w błąd — odpowiedziała z pełną powagą Kaśka. — Wrzosowe Wzgórze to moje miejsce, bezpieczny zakątek, który stworzyła moja babcia. Opowiadała, jak pierwszy raz przyjechała obejrzeć nowe mieszkanie. Było to w latach 70. XX wieku, powstawała sypialnia Gdyni, dzielnica robotnicza stoczniowców i portowców właśnie na Obłużu. Babcia Pola wychowała się w Śródmieściu Gdyni i marzyli o własnym M-4. Propozycja męża, aby zamieszkać na peryferiach miasta, nie bardzo jej odpowiadała. Opowiadała, że to było jak miłość od pierwszego wejrzenia. Gdy w jesienne popołudnie wjeżdżali na wzniesienie wąską drogą, słoneczne refleksy tańczące na wzgórzu pokrytym wrzosami skradły jej serce. Wrzosowe Wzgórze to był jej azyl, a z czasem stał się moim.
Dla mnie, jako autorki, ta nazwa była hołdem dla historii naszej dzielnicy i dla tych wszystkich emocji, które towarzyszyły budowaniu osiedla. I co? I wjechał spychacz.
Gdy Google mówi: „Pani tu nie stała”
Jakiś czas temu wpisałam nazwę mojej serii w wyszukiwarkę. Liczyłam na ślad czytelniczego zachwytu, a zamiast tego... zalała mnie fala ofert kredytowych i wizualizacji luksusowych apartamentów.
Okazało się, że „Wrzosowe Wzgórze” przestało być literackim azylem babci Poli, a stało się modnym adresem deweloperskim. Deweloperzy, z właściwym sobie rozmachem, przejęli moją nazwę i zamienili ją w osiedle z podziemnym garażem. Moja saga zaczęła konkurować w internecie z ceną za metr kwadratowy. Poczułam się, jakby ktoś wyciął mi wrzosy z pamięci i postawił tam parking.
Dlaczego jako pisarka z Gdyni postawiłam na autentyczność?
Próbowałam walczyć, robiłam ankiety na Facebooku, pytałam Was o zdanie, ale algorytmy były nieubłagane – posty o dylematach autorskich ginęły gdzieś między zdjęciami kawy, a obrazkami z kotami. I wtedy, podczas prozaicznego zmywania naczyń po małym co nieco, przyszło olśnienie.
Pomyślałam: Irena, przestań walczyć o nazwę wzgórza! Przecież siła Twoich książek nie leży w nazwie osiedla, ale w tych dwóch babkach, które stworzyłaś! Sabina i Dziunia nie potrzebują deweloperskiego szyldu, żeby istnieć.
Werdykt! Sabina i Dziunia – najsłynniejszy duet z Obłuża!
Klamka zapadła. Oficjalnie ogłaszam, że moja seria zrzuca płaszcz „Wrzosowego Wzgórza” (który zostawiam babci Poli w jej bezpiecznym zakątku na kartach książki) i przybiera barwy bojowe. Od teraz w nazwie serii znajdą się imiona przyjaciółek: Sabina i Dziunia.
A żeby nikt nie miał wątpliwości, skąd pochodzą, serii będzie towarzyszyć hasło: „Najsłynniejszy duet z Obłuża!”. To jest moja deklaracja niepodległości. Deweloperzy mogą budować bloki, ale Obłuże w literaturze należy do nich – do moich dziewczyn, które mają w sobie więcej życia niż tysiąc nowych apartamentowców.
Rady od Ireny (nie tylko dla pisarzy)
Na koniec, jako Wasza Pisarka z Obłuża, mam trzy rady:
- Słuchaj intuicji, nie Google’a. Jeśli coś „kuje Cię w oczy”, jak mnie to nieszczęsne osiedle, to znak, że pora na zmianę.
- Lokalność to siła. Obłuże jest tak samo godne wielkiej literatury jak Paryż. Autentyczność zawsze wygrywa z marketingowym plastikiem.
- Dystans to zdrowie. Jeśli Twoje starania na Facebooku czasem przypominają rzucanie grochem o ścianę, po prostu się z tego uśmiej. Ważne, że Ty wiesz, dokąd idziesz.
Marzec będzie miesiącem nowych początków. Sabina i Dziunia już szykują się do kolejnych przygód. A ja? Ja idę zaparzyć kolejną kawę, patrząc na wzgórze, które nareszcie odzyskałam – może nie w Google, ale na pewno w sercu.
Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨
O autorce:
Irena Więcek – w sieci znana także jako Kuratorka Chaosu.
Pisarka z Obłuża, która w gdyńskiej mgle szuka prawdy o ludzkich
emocjach. Jej twórczość to podróż w głąb ludzkiej psychiki, zawsze
osadzona w urzekającej, choć często surowej, scenerii Gdyni. Nie boi się mroku,
ale zawsze szuka w nim światła. Autorka powieści obyczajowej „Zamieszanie”, obecnie pracuje nad drugą książką z cyklu pt. „Hiena”.
Każde zdanie, jest przesiąknięte atmosferą tego miasta – od pierwszych
wspomnień z dzieciństwa, po dzisiejszą mroźną mgłę na Oksywiu. Te
historie o drugich szansach najlepiej smakują tu, nad
Bałtykiem, gdzie każdy przypływ przynosi coś nowego.
➡️
Chcesz poznać Najsłynniejszy duet z Obłuża? Zamów „Zamieszanie” z osobistą dedykacją (napisz do mnie
korzystając z formularza na blogu kliknij trzy kreski na górze strony głównej bloga). Wypełnij go, a ja
odezwę się do Ciebie, by dopiąć szczegóły lub kup bezpośrednio tutaj: bit.ly/ZamieszanieKup



Komentarze
Prześlij komentarz