Magia Świąt to nie tylko puste słowa. Jak odnaleźć spokój w świątecznym „Zamieszaniu”?
Biały obrus, zapach świeżych pomarańczy, szyszki przyniesione z lasu i zielona gałązka świerku. Te proste symbole co roku przypominają nam, że zbliża się czas szczególny. Choć często narzekamy na komercyjną otoczkę i przedświąteczny pośpiech, warto na chwilę przystanąć i zadać sobie pytanie: po co to wszystko robimy?
Świąteczny obowiązek czy czas dla duszy?
Wpadamy w wir zakupów, czy to w galeriach, czy w sieci, drżąc o to, by prezenty dotarły na czas. Sprzątamy, gotujemy, odhaczamy kolejne punkty z listy. Często czujemy się tym przytłoczeni, traktując Święta jak kolejny projekt do zrealizowania. Czy jednak to tylko obowiązek wpycha nas w ten rozgorączkowany tłum?
Z własnego doświadczenia wiem, że każda forma świętowania jest dobra, jeśli pasuje do nas „jak ulał”. Najgorsze, co możemy sobie zrobić, to zmuszanie się do rzeczy, których nie chcemy. W ten sposób sami okradamy się z magii, zatrzaskując przed nią drzwi z łoskotem. Prawdziwy urok tych dni tkwi w otwartych sercach, a nie w liczbie pierogów czy wielkości choinki.
Jak mądrze wykorzystać ten czas? 3 złote rady
Zamiast gonić za ideałem z reklamy, spróbuj w tym roku podejść do Świąt inaczej:
- Postaw na obecność, nie na prezenty. Prawdziwym fundamentem naszej struktury są relacje. Rozmowa z bliskimi buduje nas bardziej niż najdroższy gadżet.
- Odpuść perfekcjonizm. Jeśli coś się przypali lub kurz zostanie w kącie – świat się nie zawali. Prawdziwe życie dzieje się w „realu”, gdzie nie wszystko musi być idealne.
- Wróć do korzeni. Przypomnij sobie historie swoich przodków. To one są naszą opoką.
Wspomnienie, które buduje: Dziadek Jan i magia z Wąsosza
Pamiętam najbardziej magiczne Święta z mojego dzieciństwa. W sklepach nie było prawie nic, ale na stole zawsze czekało dwanaście potraw i puste nakrycie dla wędrowca. Największą magię wnosił jednak mój dziadek, Jan Nikonowicz.
Wraz z babcią Eleonorą przyjeżdżali z podlaskiego Wąsosza do Gdyni, która stała się przystanią dla ich dzieci. Kiedy dziadek się zjawiał, dom wypełniał się życiem. Wuj Mieczysław sypał dowcipami, ojciec z wujem Ryszardem śpiewali ludowe przyśpiewki o Królu Herodzie, a na koniec wszyscy razem szliśmy na pasterkę. Dziadek Jan obdarowywał nas wyciągając prezenty z wielkiego wora, a jego wywrócony na drugą stronę kożuch i broda z waty tworzyły obraz „nie z tej ziemi”. Maluchy piszczały ze strachu i radości, starsze wnuki – Jadwiga, Tadeusz, Wiesław czy Barbara – próbowały zachować powagę, ale magia działała na każdego. To były chwile, które nas ukształtowały.
Dziedzictwo, które trwa w nas
Gdy odszedł, już nic nigdy nie było takie samo, ale pamięć o przodkach wciąż rozprasza mrok. Choć nie dane mi było poznać drugiego dziadka, Aleksandra Więcka, który zmarł wkrótce po wojnie, jego postać zawsze była obecna w rodzinnych opowieściach. Moi kuzyni mieli więcej szczęścia – Czesław i Stefania Przyborowscy oraz Aleksander i Anna Siedleccy przez lata nadal rozsiewali wokół siebie ten magiczny, świąteczny pył, ucząc nas, czym jest rodzinna więź.To właśnie te chwile spędzone razem kształtują naszą strukturę. Są fundamentem, na którym stoimy, gdy świat wokół staje się zbyt głośny.
Odkryj „ZAMIESZANIE” w swoim życiu
Piszę te słowa tuż przed świętami, aby w trybie "last minute" przypomnieć, jak ważne jest nasze wspólne "tu i teraz". Żyjemy szybko, coraz szybciej, zapominając, że jesteśmy ludźmi, a nie awatarami w sieci. Dziadkowie i babcie to żywa część naszej historii, a nie bagaż, który można odstawić na bok.
Jeśli szukasz lektury, która pomoże Ci wrócić do tego, co ważne, zapraszam Cię do lektury mojej książki "ZAMIESZANIE". To opowieść o relacjach, które nas tworzą i o odnajdywaniu prawdy w hałaśliwym świecie. Niech ta lektura będzie dla Ciebie jak ciepły koc w mroźny wieczór.
Wesołych Świąt!
Irena Więcek - pisarka z Obłuża
Kliknij i dowiedz się więcej o mojej książce!
➡️ Poznaj tę historię? bit.ly/ZamieszanieKup


Komentarze
Prześlij komentarz