Szybkość maszyny, a rytm serca. Czy sztuczna inteligencja nas pogania, czy nam pomaga?

Biurko pod chmurką i czas, którego brakuje

Siedzę dziś nad planem marketingowym. Z jednej strony – gotowe teksty, które maszyna wypluwa w ułamku sekundy. Są logiczne, skuteczne, zoptymalizowane. Z drugiej – otwieram folder ze swoimi zdjęciami. Plaża, łąka, schody w Gdyni, mgła nad morzem. Szukam tej jednej, jedynej fotografii, która uchwyci właściwy nastrój dla opowieści o sekrecie i powrocie do korzeni.

I wtedy przychodzi ta frustracja. Maszyna jest już za horyzontem, a ja wciąż jestem w polu, szukając idealnego kadru. Dlaczego? Bo choć algorytmy potrafią pisać, to nie potrafią czuć. Nie potrafią poczuć zapachu soli w powietrzu, kiedy stoję na schodach Obłuża.

Pułapka efektywności

Przyszłość i współpraca ze sztuczną inteligencją to fascynujący temat. Mój asystent AI tworzy mi teksty pod Fanpage, oszczędzając czas. To jest wielki plus! Dzięki temu nie marnuję sił na "pioruńsko frustrującą" walkę z marketingiem, tylko mogę szybciej usiąść do nowej książki.

Ale jest też zagrożenie. Zagrożenie, że w tej pogoni za efektywnością zapomnimy o rytmie serca. Maszyna nas pogania, dąży do idealnej wydajności. Ale czy pisanie, czy tworzenie sztuki, ma być idealnie wydajne?

    Moja luźna refleksja jest prosta. Prawdziwa twórczość wymaga czasu. Wymaga wolności. Wymaga czekania, aż słońce znajdzie się pod właściwym kątem, a emocja dojrzeje.

Wykorzystywanie wzajemne! Co AI daje mnie, a co ja daję AI?

Widzę naszą współpracę nie jako wyścig, ale jako wymianę.
  1.     AI daje mi platformę. Zdejmuje z barków ciężar nudnych, powtarzalnych zadań. Uwalnia mnie z pułapki "marketingu po omacku".
  2.     Ja daję AI duszę. To ja wybieram to jedno, autentyczne zdjęcie, które ma za zadanie przekazać emocję. To ja decyduję, co w danym tekście jest prawdziwe, a co należy odrzucić. AI może napisać mi o Morzu Bałtyckim, ale tylko ja wiem, jak pachnie Wrzosowe Wzgórze w Gdyni.

Wykorzystujemy się wzajemnie, ale to ja trzymam ster emocji.

Wniosek 👉 Czas na oddech i czas na marzenia

Dla mnie, pisarki po 60. roku życia, ta relacja jest symbolicznym przypomnieniem: nie musimy być szybcy, musimy być prawdziwi.

Dlatego, Drodzy Czytelnicy, jeśli widzicie na moich postach to jedno zdjęcie z plaży – wiedzcie, że za nim stoi czas spędzony na oddechu i poszukiwaniu prawdy. To jest mój rytm. Mam nadzieję, że Wy również znajdziecie w tym tygodniu chwilę, by zwolnić i poczuć swój własny, osobisty rytm serca.

Ten rytm i ta prawda są esencją świata, który stworzyłam. Zapraszam Was do mojego Wrzosowego Wzgórza – nadmorskiej serii pełnej emocji. W Tomie 1, "ZAMIESZANIE", mojej debiutanckiej powieści obyczajowej z intrygą, poznacie Kaśkę, która wraca do korzeni i musi zmierzyć się z sekretami, które rodzą się właśnie w cieniu tych nadmorskich, pięknych, lecz skomplikowanych krajobrazów.

Irena Więcek – Pisarka z Obłuża. Szukam światła tam, gdzie inni widzą tylko mrok. ⚓✨

Wpis powstał w ramach autopromocji mojej twórczości.

O autorce:
Irena Więcek
– w sieci znana także jako Kuratorka Chaosu. Pisarka z Obłuża, która w gdyńskiej mgle szuka prawdy o ludzkich emocjach. Jej twórczość to podróż w głąb ludzkiej psychiki, zawsze osadzona w urzekającej, choć często surowej, scenerii Gdyni. Nie boi się mroku, ale zawsze szuka w nim światła. Autorka powieści obyczajowej „Zamieszanie”, obecnie pracuje nad drugą książką z cyklu pt. „Hiena”. Każde zdanie, jest przesiąknięte atmosferą tego miasta –  historie o drugich szansach najlepiej smakują tu, nad Bałtykiem, gdzie każdy przypływ przynosi coś nowego.

➡️ Chcesz poznać Najsłynniejszy duet z Obłuża? Zamów „Zamieszanie” z osobistą dedykacją napisz do mnie korzystając z formularza na blogu, link TUTAJ. Wypełnij go, a ja odezwę się do Ciebie, by dopiąć szczegóły lub kup bezpośrednio na Amazon: 👇  


Komentarze

Popularne posty