Porażka – Nauczycielka z Czeluści

Od paru dni chodzi za mną Porażka. Najpierw czułam jej oddech na plecach, ale nie reagowałam. Potem zaczęła posapywać, chrząkać, mruczeć, najwyraźniej usiłując zwrócić moją uwagę, lecz nie zamierzałam zajmować się negatywnymi treściami. Nie taki miałam plan. Nastawiona na pozytywny odbiór, nie będę przecież taplać się w jej złej energii, co to, to nie.

Taki był mój tok myślowy, ale jak wiadomo, choć myśl potrafi lecieć lotem błyskawicy, to w trakcie tego lotu może się wiele wydarzyć. I wydarzyło się!

Odwróciłam się i spojrzałam wprost w przepastną otchłań jej oczodołów. Nawet się nie wzdrygnęłam. Znana mi już była ciemność, nie było we mnie lęku, lecz zniecierpliwienie.

– Czego chcesz? – warknęłam. – Nie będę się tu bawić w kotka i myszkę z natrętem.
– Twojej uwagi – odpowiedziała.
– Zarobiona jestem, nie widzisz tego? – zrugałam ją na wstępie, niech wie, kto tu rządzi.
– Widzę, widzę, zarobiona – powtarzała, – ale chyba znajdziesz chwilę dla starej przyjaciółki? – Spojrzała wymownie, dodając: – Tyle razem przeżyłyśmy!
– Teraz to sobie jakieś żarty robisz – prychnęłam bez zastanowienia, a reflektując się, dodałam: – Śmiesz powoływać się na wspólną przeszłość? Na twoim miejscu nie chwaliłabym się swoimi wyczynami.
– Dlaczego? – zapytała tonem niewiniątka.
– Już nie pamiętasz, ile szkody narobiłaś? Ile się przez ciebie nacierpiałam, nocy przepłakałam, nerwów straciłam... – przerwała moją wyliczankę, pytając: – A ile zyskałaś? – Nie dałam się zbić z tropu, dalej prawiłam litanię nieszczęść, dramatów, rozterek, strachu.

Już rozpędziłam tę machinę, wkręcała się jak korkociąg w korek, napierając, aby dostać się do upragnionego trunku. Ale tym razem nie o wyborny napitek idzie, więc o co? Zatrzymałam się w środku potoku treści już nic nieznaczących, a jednak porywających w niebezpieczny wir emocji. Nagle dotarło do mnie, gdzie jestem i co się dzieje – nic się nie dzieje – to ja działam!

Ponownie spojrzałam w głąb jej czeluści. Na samym dnie zobaczyłam nasze pierwsze spotkanie. Roześmiany berbeć podnosi się, robi krok na niepewnych, przygiętych, małych kończynach, ale szybko upada ze śmiechem. Znowu podnosi się i znowu... Nie wiadomo kiedy, z piskiem bezgranicznej szczęśliwości, kołysząc się nieporadnie na niewprawionych jeszcze kończynach, pomyka beztrosko przed siebie, nie oglądając się na resztę świata.

Teraz ją dostrzegłam. Nie widziałam jej wcześniej, nie pojmowałam jej obecności. Była zawsze, od samiutkiego początku, moją towarzyszką, nauczycielką. Porażka. Już chciałam jej dziękować, ale ta, jakby spłoszona samym zamysłem, zniknęła w otchłani zwykłego "good job".

Nie zamierzałam tego tak zostawić. Nazbyt poruszona własnym odkryciem, postanowiłam zrobić listę dobrych zdarzeń, które były udziałem Porażki. Kiedy znowu się pojawi, opowiem i podziękuję jej za to, czego mnie nauczyła.

Oto moja lista lekcji z porażkowych doświadczeń, spisana tak, jak mi w duszy gra:

    Odporność i wytrwałość – czyli to, że zawsze podnosisz się z kurzu. No bo jak to? Upadasz, boli, czasem potwornie, ale czy to powód, żeby tam leżeć? Porażki w nauce, sporcie, a zwłaszcza w tych wszystkich międzyludzkich plątaninach, pokazały mi jedno: najważniejsze to nie przestawać próbować, nawet gdy każda komórka ciała krzyczy "dość!". To jak z tym berbeciem – upadnie, parsknie śmiechem i zaraz znów wstaje. I o to właśnie chodzi.

    Kreatywność i innowacja – czyli gdy A zawodzi, wyciągnij z rękawa B, C, D… Porażki to tacy złośliwi, ale genialni inżynierowie. Zamiast pozwolić mi leżeć na laurach, zmuszały mnie do szukania nowych rozwiązań, do myślenia poza utartymi ścieżkami. Czasem miałam wrażenie, że to taki kosmiczny test na inteligencję. I wiecie co? Właśnie w tych momentach, kiedy "plan A" z hukiem wylatywał przez okno, rodziły się moje najlepsze pomysły!

    Samopoznanie i akceptacja – czyli spójrz w lustro i powiedz "jestem okej". Porażki są jak bezlitosne lustro, które obnaża każdą naszą słabość. Ale! To samo lustro potrafi pokazać nam te ukryte, często zapomniane mocne strony. Dzięki nim zrozumiałam, gdzie są moje granice, ale też odkryłam, ile mam w sobie tej cichej, wewnętrznej siły. Nauczyłam się akceptować, że nie wszystko musi być idealne, i to jest, uwierzcie mi, ogromna ulga.

    Pokora i empatia – czyli gdy sam się potkniesz, łatwiej zrozumiesz innych. Gdy świat się wali, a ty czujesz ból upadku, nagle zaczynasz patrzeć inaczej na innych. Porażka nauczyła mnie pokory, tej prawdziwej, nie udawanej. Sprawiła, że stałam się bardziej wrażliwa na potrzeby innych, rozumiejąc, że każdy z nas dźwiga swój własny, niewidzialny worek wyzwań. I to jest piękne – poczuć się częścią czegoś większego, niż tylko własne ego.

    Docenianie sukcesu – czyli smak zwycięstwa po gorzkiej pigułce. Prawdziwy szampan smakuje najlepiej, gdy wiesz, ile potu i łez wlałeś, by go otworzyć. Każdy sukces, nawet najmniejszy, smakuje o wiele lepiej, gdy pamiętasz te wszystkie razy, kiedy musiałaś podnieść się po upadku. To jak kontrast – bez ciemności nie dostrzeżesz światła, bez porażki sukces byłby po prostu… płaski.

Dlaczego tak ważne jest oswojenie porażki?

Wiecie co? Oswajanie porażki to coś więcej niż tylko modna fraza z poradników. To klucz do prawdziwego rozwoju i, co chyba najważniejsze, do wewnętrznego spokoju. Zamiast uciekać przed nią, jakby była ogniem piekielnym, powinniśmy ją traktować jako nieodłączną część naszej życiowej podróży. Porażka to nie koniec świata, oj nie! To raczej taki drogowskaz, który pokazuje nam, gdzie trzeba coś zmienić, gdzie możemy się poprawić, a gdzie tak naprawdę leży nasza prawdziwa siła. To ona uczy nas tej niesamowitej elastyczności, wytrwałości i zdolności adaptacji – cech, bez których ani rusz, jeśli chcemy coś w życiu osiągnąć.

Przyjmując porażkę z otwartymi ramionami, po prostu odbieramy jej wszelką władzę nad nami. Przestaje być tym strasznym wrogiem, a staje się cenną nauczycielką, która prowadzi nas do głębszego zrozumienia siebie i całego świata. Pozwólmy jej pojawiać się i znikać, ale zawsze z nauką w zanadrzu. Tylko wtedy będziemy w stanie w pełni wykorzystać jej potencjał i przekształcić każdy, nawet najmniejszy upadek, w solidny krok naprzód. Bo to właśnie w tych niełatwych chwilach, gdy czujemy smak kurzu i łez, kształtuje się nasz charakter i rodzi się prawdziwa mądrość.

🔔 

Marzenia się nie spełniają!! Marzenia SIĘ spełnia!!

Pisarka z Obłuża debiutuje 🕮 "Zamieszanie" (z cyklu Wrzosowe Wzgórze) 

💥 Kup Zamieszanie i poznaj historię zdrady:

➡ Link do zakupu: https://amzn.eu/d/07QjUdk

➡ Link do zakupu:  https://amzn.eu/d/07QjUdk



Komentarze

Popularne posty